Witam, to mój pierwszy wpis na tym blogu. Chciałam wam przedstawić pewną historię która jest w 90% prawdziwa. Mam nadzieję, że spodoba się wam chodź trochę, zmieniła ona moje życie i mam nadzieję że z waszym zrobi to samo. Opowiadanie będzie pojawiać się w częściach co jakiś czas. Zapraszam do czytania!
Idąc przy szkole, jak zwykle spojrzałam w te okna, z którymi
wiązało się tyle wspomnień. Nie potrafiłam przejść obok, nie spoglądając tam,
chodź przez ułamek sekundy. Gdy w mieście panowała ciemność, ludzie szykowali
się do snu, w tej jedynej sali paliło się światło, i już wiedziałam że coś się
stało.
***
Była wyjątkowa, drapieżna, ostra
ale jednocześnie tak delikatna w środku. Gdy szła przez szkolny korytarz nie
potrafiłam oderwać od niej oczu. Nie wiedziałam co mnie do niej ciągnie. Jej
zapach unosił się w powietrzu nawet po kilkunastu minutach w miejscu, w którym
szła. Na lekcjach wpatrywałam się w nią godzinami, wyobrażałam sobie jaka jest
naprawdę, tak prywatnie. Jaką jest matką, żoną i kochanką. Chciałam zobaczyć ją
w domu, w takim prywatnym wydaniu. Zastanawiałam się jaka jest w środku, chodź
patrząc jej prostu w oczy wiedziałam, że pod osłoną surowej nauczycielki kryje
się wyjątkowo wrażliwa i krucha osoba. A w jej
oczach już od pewnego czasu znikły te cudowne, rozbrajające iskierki w
oczach. Za każdym razem myślałam, co
mogłoby spowodować utratę tego blasku. Każda cząsteczka mojego ciała, chciała
ją poznać, chciała być przez nią przytulona. Ale to wszystko zauważyłam dopiero
po roku przebywania z nią. Cały czas myślałam o niej jako nauczycielce,
kobiecie ale nic więcej, ale to wszystko zmieniły wakacje. Każdego dnia
spotykałam ją obok mojego domu, była piękna, promieniała, widać było szczęście
na jej twarzy, Zauważyłam że mój humor, jest uzależniony od niej. Coraz
bardziej mnie intrygowała, sprawiała, że chciałam poznać ją całą. Najpierw
pojawiły się sny, z jej udziałem. Zawsze były one bardzo radosne, ukazywały nas
obie, kiedy jesteśmy razem jako przyjaciółki a może ktoś więcej. Później
pojawiały się sny erotyczne, które wzbudzały jeszcze większe emocje. Pragnęłam
jej bliskości, której nigdy nie było i nie zanosiło się na to aby w tej kwestii
coś się zmieniło. Na lekcjach zawsze
krzyczała, najpierw bałam się jej, ale z kolejnymi dniami prosiłam o jakikolwiek
kontakt z nią, lubiłam jej słuchać, lubiłam patrzeć jak się uśmiecha,
denerwuje, uwielbiałam słuchać jej śmiechu. Działała na mnie kojąco, jak jedwab
na zranioną duszę. Chciałam być blisko niej, czuć jej zniewalający zapach. Te
perfumy wyczuwałam nawet przy ogromnej liczbie osób obok, pachniała wyjątkowo.
Jej zapach, były odzwierciedleniem duszy, charakteru i temperamentu. Z dnia na
dzień kochałam jeszcze bardziej, chodź w cale tego nie zauważałam, codziennie
myślałam co jest zemną nie tak, dlaczego nie mogę kochać się i wzdychać do
któregoś z chłopaków, a akurat musiałam wybrać sobie ją. Osobę która nigdy, ale
to nigdy w życiu nie może być moja. Coraz częściej popołudniami chciałam ją zobaczyć,
było mi mało jej osoby, więc niby przypadkiem spotykałyśmy się w drodze po
zakupy, w mieście. Na szczęście ona tego nie zauważała, ja analizując cały
dzień myślałam,, matko jak można było tak się zachować, osaczasz ją, ogarnij
się’’ mówiłam sama do siebie. Gdy uświadomiłam sobie, że już niedługo ją
stracę, popadałam w paranoje, płakałam
jeszcze częściej, Codziennie w nocy, za zamkniętymi drzwiami moje oczy
wypełniało może łez. Nie radziłam sobie z bólem psychicznym, więc zaczęłam zastępować
go bólem fizycznym . Zaczęło się od zaciskania pięści, wbijaniu paznokci w
skórę a następnie na czymś dużo ostrzejszym. Moje ręce były całe w bliznach,
były jak po największej bitwie, Bitwie stoczonej ze swoim sercem i umysłem.
Pewnego dnia poranek był cieplejszy niż zwykle. W szkole było wręcz upalnie, w
porównaniu do ostatnich dni. Nie myśląc dużo zdjęłam bluzę i pozostałam w samej
koszulce, która odsłoniła wszystkie ślady cierpienia. Na rówieśnikach nie
wywarło to żadnego znaczenia, moje pokolenie uważało to za coś dozwolonego,
normalnego. Taki był sposób na rozwiązywanie problemów, sięganie po żyletkę/cyrkiel
co popadło. Lecz po chwili na korytarzu dostrzegłam ją, moją ukochaną. Szła w
moją stronę, zmierzyła mnie wzrokiem, a następnie ot
worzyła klasę. Gdy każdy zajął
swoje miejsce, poprosiła mnie o wyjście z nią z klasy. Serce zaczęło mi mocniej
bić, nie wiedziałam czego się spodziewać, bałam się, ale jednocześnie gdzieś
tam w duszy cieszyłam się jak małe dziecko.
-Chodź- powiedziała, szarpiąc
mnie za rękę i prowadząc do łazienki, Gdy poczułam jej dłoń na swojej, myślałam
że zwariuje, ta cudowna kobieta o aksamitnej skórze właśnie mnie dotyka, żeby
nie jej interwencja to właśnie leżałabym na podłodze, tuż przed nią.
-Mała co się dzieje- zapytała
wskazując na moje ręce, co miałam jej powiedzieć że to z bezsilności, że pragnę
pani całej, ale to jest nierealne.
-To nic ważnego- odpowiedziałam
na odczepnego
-Przecież widzę, dlaczego to
robisz ?
-Bo… nie ja nie
mogę
-Dobrze nie będę cie męczyć, ale
jak coś pamiętaj że zawsze ci pomogę.- Nie mogłam tego słuchać, znów chciało mi
się płakać. Chyba to zauważyła, chwyciła mnie ponownie za ręce, delikatnie ale
jednocześnie tak stanowczo. Wtuliła mnie w siebie, kiedy ja cicho płakałam. O
tej chwili marzyłam od zawsze, by znaleźć się w jej ramionach. Były ukojeniem
mojego już pokręconego życia. Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie, to te
ramiona zapewniały mi poczucie bezpieczeństwa i miłości. Po chwili dotarło do
mnie, że te blizny są właśnie przez to, ja sobie nawy obrażam, a potem znów
będę cierpieć. Oderwałam się od niej i wybiegłam z płaczem z łazienki.
Doprowadziłam się do porządku i wróciłam do klasy, lecz ona nie wróciła już
tego dnia na lekcje. Na kilka kolejnych dni pojawiło się zastępstwo właśnie za
nią, nie wiedziałam co się dzieje, bałam się o nią, myślałam że jest chora,
albo stało się jeszcze coś gorszego. W końcu pewnego dnia idąc obok jej domu
zauważyłam jak idzie, bałam się podejść nie wiedziałam czego się spodziewać, co
się stało. Nie miałam pojęcia o co chodzi, czy o to że mnie przytuliła czy może
o coś zupełnie innego. Spanikowałam, chciałam odejść w zupełnie inną stronę
lecz jakaś niewidzialna siła mi na to nie pozwoliła. Przeszła obok, nie
zwracając uwagi nawet na moje ,,dzień dobry’’ lecz po chwili obejrzała się i
kiwnęła głową. W jej oczach dostrzegłam łzy, chciałam jej pomóc, przytulic ale
niby z jego powodu miałam bym to robić, przecież to moja nauczyciela a nie
przyjaciółka. I przez kolejny miesiąc nie widziałam jej nawet przez moment.
Każdego dnia bałam się o nią, płakałam cięłam itd. Aż pewnego dnia pojawiła się
w szkole, była piękna jak zawsze, chodź coś było nie tak. Sińce pod oczami
jakieś mocniejsze niż zwykle, widach że ukrywa coś pod tą warstwą korektoru i
pudru. Na lekcji, gdy na niewielką odelgłośc pochyliła się ujrzałam, że nie są
to cienie od niewyspania, lecz siniaki. Jeden drugi i kolejny, na ręku ujrzałam
krwiaka, w jednej chwili mój świat runą, tak bardzo się o nią bałam, chciałam
scałować każdy po kolei. Chyba to zauważyła i widząc moją minę pogładziła mnie po ręce mówiąc ,,
jest ok.’’
-Dobrze, na dziś to już koniec
możecie iść do domu. A Ty Hana możesz zostać na chwilę ?
-Tak oczywiście- odpowiedziałam
bez namysłu, zresztą co to za pytanie, nawet jakbym miała coś innego do roboty
bym została jeśli tylko ona tego chce. Wszyscy opuścili klasę a my zostałyśmy
same. Podeszła do drzwi, przekręciła klucz w zamku, zamykając nas od środka w
niewielkim pomieszczeniu. Usiadłam na blacie ławki która znajdowała się
równolegle do jej biurka. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Po chwili gdy
obróciłam głowę w jej stronę, zorientowałam się że Dana stoi tuż obok, pomiędzy
nami było tylko kilka milimetrów, dzielących nasze usta. Czułam jej oddech na
swojej twarzy. Z każdą sekundą napięcie rosło, zastawiałam się po co mnie tu
poprosiła, lecz w tej chwili nie byłam w stanie myślec, jej obecność odbierała
mi zdolność jakiegokolwiek myślenia. Jedyne co pragnęłam zrobić to zatopić się
w jej ustach, jej oddechu, czuć ją całą sobą. Nie wiedziałam skąd wzięło się
takie pragnienie bliskości drugiej osoby. Ostatnio dużo rzeczy było niewyjaśnione,
nie miałam pojęcia dlaczego to właśnie Ona zawładnęła moim życiem, przecież
podobali mi się faceci, marzyłam żeby kiedyś mieć męża, dzieci, prawdziwą
rodzinę, dziś też o tym marzyłam, lecz nie mogłam wyobrazić sobie przyszłości
bez mojej nauczycielki. Powtarzałam sobie ,, ona jest tylko nauczycielką,
tylko, nie wyobrażaj sobie za dużo’’. Lecz serce dawało znać to nie jest już
Tylko nauczycielka, to ktoś znacznie więcej. Po chwili ostatnia komórka racjonalnego
myślenia opuściła nasze umysły. Byłyśmy coraz bliżej siebie, czułam jej
delikatne a jednocześnie tak gorące i rozpalone wargi. Dotknęła nimi moich ust,
czułam jak ziemia się obraca, świat szaleje, motyle budzą się do życia w moim podbrzuszu. Z każdą chwilą nasz
pocałunek przeradzał się w coś namiętnego. Od zawsze marzyłam o takiej chwili z
jej udziałem, moje wyobrażenia co do takiej chwili były tylko wierzchołkiem
góry lodowej. Pragnęłam jej każdym zmysłem, czułam jak jej język delikatnie
ociera się o moje dziąsła, mój język. Byłam jak sparaliżowana, nie mogłam nic
zrobić, lecz dotarło do mnie że ta chwila może się nigdy nie powtórzyć i wtedy
przeszłam do realizacji moich pragnień. Oddałam jej pocałunek z taką siłą,
która zdziwiła nawet mnie. Nasze języki połączyły się w jedność, był to taniec
dwóch spragnionych ciał, dusz. Poczułam jej ręce na swoich biodrach, jej palce delikatnie zaciskały się na moich
kościach. To była cudowna mieszanka bólu z rozkoszą. Ona był moją
mieszanką, można powiedzieć taka słodko
gorzka czekolada. Z wierzchu gorzka, ale kiedy posmakujesz ją lepiej smakuje
zupełnie inaczej, jej słodycz wypełnia całe twoje potrzeby. Było cudownie, nie
miałam pojęcia ile czasu nasze wargi pieściły się nawzajem. Lecz w pewnym
momencie odsunęła się, pogładził mój policzek i szepnęła wprost do ucha.